czwartek, 11 listopada 2010

Siedzę cały dzień w pidżamie rozmemłana, ale jednocześnie zadumana i może trochę melanchulijna, coby nie spalić czasem mojego dziedzictwa pamięci narodowej przypadkiem. Większość Polaków walczy w obronie wódki i denaturatu, a ja w tym samym momencie rzucam się w Internet, jak neuromancer zasuwam po stronach, wpisuję hasła, ściągam muzykę, oglądam fotki, inwigiluję, czas płynie.
Marudzę, mamroczę, ale właściwie czemu nie?

dieta

- Zrobisz mi herbaty?
- Jasne. Z cukrem?
- A, z cukrem - raz się żyje.

sobota, 6 listopada 2010

Chyba nie lubię wielkich wydarzeń i wielkich wzruszeń - są męczące, dławiące, nieprzyjemne, bo koniec końców pozostawiają po sobie rutynę i nudę, nic więcej. Mdłości próżni i mdłości nadmiaru, mnożone w nieskończoność, til it burnt my soul, burns a soul, burns a hole.