Szaruga. Pada. Jest smutno. I szaro. To doskonały czas na wymuszone pseudorefleksyjne teksty, myśli umotywowane trochę pogodą, trochę filmem z kategorii moralnego niepokoju, trochę nieudaną sytuacją towarzyską, trochę poczuciem samotności.
To jedziemy.
Laif is brutal, wszystko chuj, nie ma sprawiedliwości, życie nie ma sensu; jemy, śpimy, wydalamy, jesteśmy niewolnikami perystaltyki i sprzedajemy swoje płaczliwe historie po wielokroć. Coś jeszcze?
Nie ma śniegu, więc artystycznie sprowadzam swoje życie do naturalistycznego oglądania kup psiego łajna jako symboli nadchodzącej wiosny. Mogłam szusować w Aspen i robić fotki z przysłoną, rybie oko oczywiście, a tak to życie głównie w płaszczyźnie umysłu plus kupy. Kupa śmiechu.