poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Po weekendzie moje serce, wątroba i nerki zdecydowanie pokrojone w plasterki, ale dziś już poniedziałek i tydzień porażek w grodzie Kraka i Grzegorza Turnaua czas zacząć abarot! Wracam do teraźniejszości i zamiast o peroracji w bananowym klubie stołecznego miasta i prawdziwej poezji, zostaję wchłonięta przez pytania o połączenia ścisłe w czaszce i rzeźby Michała Anioła. Niech minie szybko, myślę, poniedziałek, tydzień, rok, kac niech minie, życie, a potem wszystko na pewno toczyć się będzie wartko ku szczęśliwemu zakończeniu, bo happy endings, no they never bore me.

niedziela, 10 kwietnia 2011