Wychodząc na zewnątrz i widząc, jak wszystko budzi się do życia po tej cholernej smutnej zimie, czuję pragnienie, by nieoczekiwanie stało się coś dobrego, bo póki co, nie dzieje się nic poza moim malkontenctwem i projekcjami wzorów aminokwasów znienacka. Dalej pochłaniają mnie pytania o znaczenie dehydrogenazy mleczanowej i zagadnienia, które nie dają spać normalnemu plebsczłowiekowi: co zjeść na obiad, gdzie zaprezentować swoją powtarzalną myśl, z kim urżnąć się na sztywno, KIEDY JUWENALIA, a na koniec - jaki spam umieścić na tablicy facebooka?
W tym wszystkim nie ma jeszcze miejsca na wiosnę. Dlatego ciągle pada.