sobota, 9 października 2010

I w sumie, kurwa - pauza - to zaczynam być powoli sfrustrowana tej jesieni. Przeczesuję włosy, ustawiam po kątach, uśmiecham się często, bajeruję, udaję, że wszystko w porządku, choć taki bajzel.

Instalacja malkontenctwa in progress i probably the best back królewny jęczybuły.
Shit happens on saturdays.

Myślę sobie, rozpocznę inne życie, pełne przygód i żałosnych uciech, wyjadę może do Australii, skończę z niekończącą się nauką, będę zalewać pałę w weekendy i brylować wśród innych polaczków biedaczków, tak będzie. Kiedyś. Ale jeszcze nie teraz.
Maciek: New York City i owca cała.