niedziela, 30 listopada 2014

ja jebię

"Dyskalkulia, dysleksja, dysgrafia - ja to wszystko nazywam jednym terminem: rozmiękczenie mózgu"

Słońce Balic (człowiek typu prof. dr hab. inż.)

refleksje po weekendzie

Od niedawna prowadzę życie typowego miejskiego szczura, który rzetelnie pracuje od poniedziałku do piątku, wykonując robotę nudną, żmudną i powtarzalną, a w czasie wolnym uprawia szeroko pojęty urban exploring (ostatnio moje ulubione słowo), chlejąc zazwyczaj browary pod Bombą, paląc cudze fajki oraz zaczepiając dla funu obcych ludzi. Każdy weekend wygląda właściwie tak samo i choć zmieniają się wydarzenia, to system wychodnego pozostaje niezmienny - prędzej czy później leczę kaca i obiecuję sobie przystopowanie - różnie z tym bywa. Niedzielny wieczór zawsze przychodzi też za wcześnie, pozostawiając we mnie reminiscencje i smutek upływającej młodości pomieszany z gorzkim smakiem spleenu, takiego prawdziwego krakowskiego.

sobota, 29 listopada 2014

spam sobotni

Uwielbiam absurdy dnia codziennego, kiedy jeszcze na bani przychodzę na zajęcia ze swoich żalowych studiów podyplomowych i przy tym kompletnie nie mam problemu z beztroskim rozprawianiem o zdrowym stylu życia, po czym słucham jeszcze z uwagą wykładów o szkodliwości alkoholu i nie jest mi wcale głupio. Zamiast wziąć do siebie w końcu te uwagi i ocknąć się na dłuższy czas, przypomina mi się cytat z etiudy na podstawie "Gottlandu" Mariusza Szczygła - "Latającego konia", z którym oczywiście się utożsamiam:

"Jak każdy pisarz pił dużo alkoholu, a potem stawał się po nim bardzo sentymentalny".

Tak, to o nas.