poniedziałek, 7 kwietnia 2014

underpies

Poniedziałek (w taki sam sposób jak Rosja czy bycie blogerej lajfstajlowym) to jest stan umysłu, szczególnie w Srakowie. Co prawda, moje nastawienie do tego dnia jest zwyczajnie neutralne - nieważne co na mnie spadnie to zawsze przyjmuję wszystko na klatę, ale gdy w owy pierwszy dzień tygodnia poziom agresora u ludzi rośnie, jak dziś, niepokojąco wysoko (albo rośnie odwrotnie proporcjonalnie do ciśnienia w przebitej oponie) to uświadamiam sobie, że coś musi być na rzeczy. (BEZ TEGO "PRZYPADEG? NIE SĄDZĘ").

Tak, to jest właśnie kolejna inspiracja na teorię spiskową, ale zanim ona w całości powstanie, to nie sposób w tym miejscu nie zacytować słów wielkiego guru wszystkich Polaków z Polski, a przy okazji mojego człowieka, Bogdana:
"W tym pojebanym kraju nie ma co sie starać dla żadnych ludzi. Wykorzystajom, oplujom, obrażom, marihueaen wstrzykną jak patrzać nie będziesz. Trza być skurwisynem bo inaczej to nie da rady."

Poza tym Urszulka Kochanowska nie istniała. WHERE IS YOUR GOD NOW?


Jako że według nowoczesnych teorii psychologicznych warto przed snem w każdym dniu znaleźć jego dobre strony, to je wypiszę, żeby lepiej się nimi nacieszyć:
- kopulujące gołębie (wiosna, ach to Ty!),
- widok żulków słuchających na Plantach "Mambo no. 5" - nas - znawców prawdziwie dobrej muzyki jest jednak więcej,
- premiera "Gry o Tron"!!!
- "Built on Glass" Cheta Fakera w końcu do odsłuchu.

Życie jest jednak piękne, ale skurwisinem i tak być warto.

środa, 26 marca 2014

hasztag: ironia

Nie od dziś wiadomo, że jestem naprawdę dobrym obserwatorem, ze względu na swoje nadprzyrodzone pokłady empatii i dyskrecji. Przyglądanie się, a co za tym idzie analizowanie i nienaumyślne szufladkowanie ludzi na podstawie tego, co powiedzą, czytają, słuchają, jak się ubierają, piszą i mówią, urosło w ciągu lat do kolejnego z moich pobocznych hobby i zainteresowań. Osób (samo)realizujących się w podobny sposób co ja, jest wiele - ta aktywność sportowa nie generuje bowiem żadnych większych kosztów, nie stawia żadnych wymagań przed zawodnikiem, daje cichą satysfakcję i ulgę, ale z drugiej strony nie daje możliwości wykazania się na olimpiadach i zawodach, bo niestety takowe jeszcze nie powstały.

Grono ludzi oznakowanych metką "dziwni" również powiększa się wraz z upływem czasu i poszerza o kolejne przymioty i cechy. Na przykład jak ktoś nie ma konta na Gmailu to jest podejrzany i kontakt z nim z miejsca jest utrudniony, bo ubzdurałam sobie, że inne serwery pocztowe świadczą o oderwaniu od prawdziwego świata internetów i zerwaniu nici porozumienia: "o nie, ma maila na poczta onet czy interii, co za kosmita, z której on jest galaktyki łomatko". Jak ktoś nie słucha techno, to nie idę z nim do łóżka, bo jest podejrzany, pewnie jeszcze myśli o tym, że dubstep to Skrillex albo przez głowę przechodzą mu jeszcze gorsze herezje, podczas gdy Małgorzata Kożuchowska zostaje wziętą DJ-ką. Jak wiem, że ktoś wchodzi na kwejka, to też zaczynam się czuć w jego towarzystwie źle i czekam na moment pojawienia się hehe żartów i opowiadania o hehe obrazkach w czasie realnej i tak niezręcznej już rozmowy.
Można wymieniać w nieskończoność. Dziś jednak pomyślałam o ostatnim kręgu internetowego zwyrolstwa, którego nie powstydziłby się sam Dante. Przez głowę przeszli mi mianowicie ludzie, którzy nie posiadają Facebooka i uważają, że jest im on kompletnie niepotrzebny, że zajmują się ważniejszymi sprawami, że da się kompletnie bez niego obejść. Gdzie tu szukać wspólnego mianownika w takim razie, hę? Czy oni nie powinni czasem być przebadani jakimiś testami psychologicznymi? A może potrzebują profesjonalnej pomocy? Gdzie zaprowadziły ich procesy myślowe? Przecież to woła o pomstę do nieba i co więcej: to jest chore.

Hehe, to wszystko żarty.

piątek, 21 marca 2014

always positive thinking

Pierwszy dzień wiosny to drugi w plebiscycie, zaraz po pierwszym dniu nowego roku, idealny moment na nowe postanowienia, mające uczynić swoje własne życie jeszcze bardziej doskonałym. Od dziś wszystko na zawsze do jutra będzie inaczej - styl życia zawsze zdrowy, żywność wyłącznie organiczna, alkohole tylko sporadycznie, myślenie pozytywne, codziennie rower, rolki, bieganie, uśmiech na twarzy, głowa zawsze wysoko, samorealizacja, kariera, kreatywni znajomi, blichtr, fame, filtry na instagramie. Koniec z rzyganiem w tramwajach i kebabami / zapiekankami nad ranem po imprezie.

Wiosna na zawsze zmieniała ludzkie życia, ale ja myślę w sumie tylko o swoim wczorajszym bólu głowy i destrukcji. Choć widok psiego ruchańska powoduje u mnie niesmak i chęć zmian, a ciąża Elizy z Warshaw Shore generuje myśl o podwiązaniu jajowodów, to nie zamierzam kalać swojego prostego umysłu żadnymi większymi zmianami światopoglądowymi. I po co zmieniać skoro i tak lepiej już nie będzie (bendzie, bedzie)?